sobota, 17 listopada 2012

Parada brązów - cztery cienie Inglot

Samograje. Nieodzowne w każdej kosmetyczce. Czasem odgrywają rolę neutralnych przyciemniaczy strategicznych punktów, czasem - to one sama grają pierwsze skrzypce na całej powierzchni powieki. Poza beżami i jasnymi perłami - chyba najwierniejsi towarzysze większości naszych makijaży. Ale brąz brązowi nierówny, potrafią różnić się między sobą diametralnie.
Swój aktualny skład Inglotowych brązowych kółeczek dobierałam długo i starannie i jestem z niego bardzo zadowolona. Moje brązy różnią się między sobą nie tylko odcieniem, ale i wykończeniem - każdy egzemplarz reprezentuje inny jego typ. A oto one:

Inglot 112 AMC Shine


Cień raczej niedoceniany w blogosferze i urodowym światku YT. Wielowymiarowy, mocno opalizujący na złoto ale z delikatnym podbiciem różu, co bardzo ładnie widać na drugim zdjęciu. Przypomina mi znany cień Patina z MAC'a (Patina jest nieco bardziej oliwkowa, ale podobnie opalizuje). Wykończenie AMC Shine, czyli perła z drobinkami. Fajnie nadaje się na cała powiekę, lubię go też łączyć z bordo lub ciemna oliwka w załamaniu i zewnętrznej części oka. Jestem przekonana, że bardzo będzie służył niebieskookim, pięknie wydobywając kolor tęczówki. 

Inglot 402 Pearl


Absolutny klasyk. Chyba jeden z najlepiej się sprzedających i najsłynniejszych cieni Inglota. Bardzo ładny, mocno perłowy brąz z domieszka złota i bardzo subtelną, lekko zauważalna poświata fioletu. Niektórzy uważają go za dupe'a osławionego Satin Taupe z MAC'a (chyba najsłynniejszy cień świata?) jednak w moim odczuciu Inglot w tym przypadku jest nieco mniej złożony i niejednoznaczny, na pewno ma mniej tej domieszki fioletu i szarości, która z macowego Satinka czyni hit hitów. Co nie zmienia faktu, że jest to piękny kolor, bardzo dobra jakość i pigmentacja. Bardzo ten cień polecam, także ze względu na to, że idealnie nadaje się do makijazu pospiesznego, kiedy nie mamy czasu na kombinowanie i poprawianie błędów  Wystarczy dobre rozświetlenie tu i tam a ten cień sam w sobie ma tak bogata barwę, że odwala za nas całą robotę. Dodatkowo jest na tyle neutralny i niezobowiązujący, że do wszystkiego pasuje, mam na myśli zarówno resztę make-up'u jak i ubrania. 

Inglot 349 Matte


Moje UKOCHANE błotko. Absolutne odkrycie, nie wiem dlaczego o tym cieniu zupełnie sporadycznie można usłyszeć w wizażowym świecie w sieci. Jest absolutnie genialny. najprościej można opisać go jako matowy, średni, bardzo chłodny brąz. Świetna pigmentacja, na skórze wygląda dokładnie tak samo, jak w opakowaniu. Konsystencja aksamitna, cień bardzo dobrze się rozciera. To, co ja w nim po prostu kocham to kolor. Jest genialny. Dla mnie to idealny kolor taupe, tak poszukiwany dzięki swojej uniwersalności i chłodnej tonacji. I faktycznie - także dzięki matowemu wykończeniu jest to super uniwersalny cień. Może pełnić na powiece wszystkie funkcje, jedynie poza rozświetlającą;) Pięknie wygląda na całej powiece ruchomej, podkreślony czymś mocniejszym w kąciku i załamaniu. Doskonale się prezentuje sam w roli tego "czegoś mocniejszego" do jasnych cieni, a co najważniejsze - jest niezwykle neutralny i naturalny w tej roli, tak, że można nim spokojnie zmiękczać przejścia kolorystyczne pomiędzy zupełnie innymi kolorami! Wyśmienicie podkreśla załamanie powieki tworząc nienachalne wrażenie naturalnej głębi. Pasuje do każdej karnacji, nie ma miedzianych ani złotych tonów. Moim ostatnim odkryciem jest nakładanie go obszerną plama na całą powiekę ruchoma i rozcieranie w załamaniu i kąciku, z MOCNYM rozświetleniem w kąciku wewnętrznym. Wtedy przepięknie wychodzi jego niejednoznaczny, głęboki, chłodny kolor z tonami szarości a nawet fioletu. Absolutnie matowy, fantastycznie się łączy z mocną, rozświetlająca perłą (np. znany Inglot 395 Pearl). Na pewno w moim TOP 3 jeśli chodzi o cienie Inglot. Poniżej na zdjęciu w towarzystwie 402 Pearl.  


Inglot 53 AMC
Ostatni z moich Inglotowych brązów to klasyczny, raczej ciemny odcień z chłodnymi drobinkami (srebro głównie). Mało znany, przyjemny i przydatny cień, który szczególnie polecam osobom początkującym gdyż trudno zrobić sobie nim krzywdę (plamę;)). Za to miłośniczki mocnej pigmentacji będą raczej rozczarowane. Ja go lubię i używam aczkolwiek nie zastąpi mi mocnej czekolady, gdzie jedno dotkniecie pędzlem to niemal za dużo. Taki cień mam ale już z innej firmy, choć miałam też kiedyś z Inglota (nie pamiętam numeru). Przyjemny cień, ale szału nie ma;)


Jeśli z powyżej przedstawionych okrąglaczków miałabym wybrać tylko dwa, na pewno byłyby to 402 i 349. Jeśli ktoś brutalnie by mi nakazał mi rezygnację z trzech i pozostawienie sobie tylko jednego - byłoby to jednak błoto:)
Podzielcie się proszę Waszymi typami jeśli chodzi o idealne brązy na powiekę - czekam:)
A w tzw. międzyczasie zapraszam na gry miejskie w Krakowie i wieczory panieńskie w Krakowie, mam nadzieję, że tematem zainteresuje się ktoś więcej niż Wielki Brat Google;)

Do następnego!


2 komentarze:

  1. Znam 402 i jest na prawdę fajny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam 2 pierwsze cienie :) Zgadzam sie. Wiele cieni Inglota to samograje jak np jeszcze amc11, które robią ''cały makijaż'' a sa moim zdaniem niedoceniane.

    OdpowiedzUsuń