wtorek, 13 listopada 2012

Cienie Inglota - cz. III

Stu, puk - to znowu jaaaa:) I znowu z tym samym tematem... Co, mówicie, że macie dość cieni Inglota? No dobra to tym razem będzie krócej, poza tym obiecuję, że następny post będzie dotyczył nieco innej tematyki. Ale póki co - zapraszam do zapoznania się z moim kolejnym maleństwem. Drobinkowym maleństwem. Choć jest pewien fenomen inglotowych drobinkowców, jaki? O tym za chwilę, najpierw zobaczcie same:

Inglot 502 DS

Inglot 502 DS

Na łapce w świetle dziennym

Na palcu w świetle sztucznym

Otóż dość osobliwa cechą inglotowych cieni z serii DS - Double Sparkle (mat z drobinkami) jest fakt, że o ile w opakowaniu widać zazwyczaj całe mnóstwo iskrzących drobinek, zazwyczaj (choć nie zawsze) zupełnie nikną one nałożone na powiekę i cień robi się praktycznie matowy. Tak właśnie jest i w tym przypadku - czyli w przypadku dość popularnego, szaro-buro-fioletowego cienia o numerze 502 DS. Wiem doskonale, że wiele z Was nie lubi na oku żadnego "bling - bling" i dla tych osób będzie to zaleta. Ja mam mieszane uczucia, bo kolor mi się podoba, formuła cienia także, pigmentacja - bez zarzutu - ale te drobinki - no, mogłyby być nieco bardziej widoczne:) Na pewno plusem jest to, że nie jest to jakiś nachalny, osypujący się pod oczy brokat... Inna zaleta tego konkretnego odcienia to nieokreśloność koloru - no, po prostu nie da się go opisać jednym słowem, bo by się obraził, słusznie zresztą;) Ja ten kolor polecam, choć przyznam, że ostatnio używam go rzadziej niż kiedyś. A Wy, co o nim sądzicie?
No dobra, to żeby formalności stało się zadość, zapraszam na moją stronę, gdzie możecie znaleźć moje zdjęcie:) i ide spać, bo późno. Do jutra:)

3 komentarze:

  1. Życzę wielu obserwatorów i dużo frajdy w pisaniu bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie takich informacji szukałam, bo obecnie zastanawiam się nad tym cieniem. Jaka szkoda, że nie ma tych drobinek, też bym wolała, żeby było je choć trochę widać :(

    OdpowiedzUsuń